AllFinds Publishing Moje książki Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Wstęp do satyry „Kaczkoduk przejmuje ster!” to początek opowieści, która jest brutalna, groteskowa i świadomie przesadzona. Nie powstała po to, by szokować samym szokiem, ale po to, by obnażyć mechanizmy władzy, pieniądza i zepsucia. To historia o świecie, w którym granica między polityką, przestępczością i biznesem praktycznie przestaje istnieć, a człowiek zostaje sprowadzony do roli pionka w grze silniejszych.

W centrum tej rzeczywistości stoi Pułkownik Dubieniecki – postać bezwzględna, cyniczna i wyrachowana, która zarządza całym systemem interesów, zależności i ludzkich słabości. Jednak pod warstwą groteski i brutalności kryje się coś więcej niż prowokacja. To próba pokazania, że rzeczywistość często jest bardziej absurdalna i bardziej zepsuta niż najbardziej odważna satyra.

„Kaczkoduk przejmuje ster!” jest więc nie tylko opowieścią literacką, ale także komentarzem do świata, w którym żyjemy – świata pełnego hipokryzji, ukrytych układów i ludzi, którzy za pieniądze gotowi są sprzedać wszystko.


Zapraszam do lektury. Oto Wstęp


„I stał się orgazm, gdy nie zgasili światła,
a przyszło im dzierżyć swe pałki, gnieżdżąc w miękkich jaskiniach.
Miętosili palce w szczelinkach, przebijając powłoki, zlizywali kremy.
Upojeni ludzkim ekstraktem rozkoszy, oszołomili się, wdzięczni za to światu”.

 – Autor nieznany

 

Tak mogłaby przedstawiać się cała książka, jak w tym zachę­ca­jącym cytacie otwierającym. Niestety, to tylko chwytliwa ściema, nie do końca odzwierciedlająca się w treści. Nie jestem aż tak perwersyj­nym twórcą. Satyra rozładowuje napięcia. Lepsze to, od picia wódki.

Nie sprzedajemy papieru toaletowego, nie mamy na wyprze­daży używanych szczoteczek do zębów. Oddajemy książkę, którą moż­na przeczytać albo zachować się typowo, na Polaka: „nie wczytu­jąc się w przekaz, zajechać autora”. Wybór pozostawiłem Czytelni­kowi.

Czy to jest dobra lektura? Myślę, że inna. Jeśli tylko ktoś, zde­cyduje się przezwyciężyć wiekowe kołtuństwo, aby wejść do świata, który ukazuje działanie systemu, dążenia politycznych elit, zmierzają­cych do osiągnięcia korzyści partykularnych, to pozycja ta, będzie „skro­jona na miarę”. O pewnych sprawach, należy pisać wprost, przy tym zachowując odrobinę dobrego humoru i zdrowego rozsądku.

Występujący tu seks, definiuje tabu, o którym wolimy nie mó­wić i nie myśleć. Jasne, że tak – bo preferujemy postawę, wyrażoną w trzech słowach: „poleżeć, popachnieć i zajaśnieć”, a osobiste marze­nia i pragnienia, nie urzeczywistniając, skrywamy głęboko. Jednak, to lu­dzie gotowi są, za kilka stówek sprzedać własne ciało, a model współ­czesnej „galerianki”, obowiązujący na różnych szczeblach, za­leżny jest od wieku danej osoby i możliwości środowiskowych. Nie tylko mało­lata, pragnąca dobrego życia, może skrycie „dawać dupy”. Czynią tak pan­ny „z dobrego domu”, nowoczesne posłanki czy szano­wane księ­gowe oraz religijne matrony[1]. Moralność głoszona publicz­nie, nie od­powiada zachowaniu na salonach.

Nie udawajmy na siłę, że jesteśmy pobożni. Znam gości, którzy mają żony, są radnymi, wychowują dzieci, ale na boku, mają kilka ko­chanek. Dodam, nieskromnie: – Nie zazdroszczę im, nic a nic! Jeden zawodnik, rywalizował z własnym ojcem, o ilość „za­liczeń”. Przy tym, nie przeszkadzało mu, że ojciec zdradza jego ro­dzo­ną matkę (chciał­bym, aby ten fakt został zmyślony). Powaga, bo to przykre.

Inna, niemniej ciekawa historia, wydarzyła się w rodzinie, w której jeden zacny buhaj[2] używał trzech sióstr, a one wiedziały o jego zapędach, dzieląc się nim, walcząc o możliwość spotkania, oszukując się wzajemnie; dwóm spłodził dzieci. Porządne panny, na szanowa­nych stanowiskach, „ugrzęzły” na prowincji, brały udział w stosun­kach na dwie dziurki, zabawiając się tak, że producenci filmów porno, mo­gliby udać się do nich, prosząc o poradę.

Te sytuacje, o których wspo­mniałem, są „z życia wzięte”: nie są za­kamuflowane i „obłe”.

To, co zdarza się na ekranie monitora, gdy włączamy pornusa, nie jest czymś wyjątkowym i wyreżyserowanym. To rozgrywa się w każdej sekundzie.

Nawet, gdy czytasz ten tekst i stwierdzisz, że to bzdu­ry.

Jeden facet, posiadający dwójkę dzieci, wmawiał mi, że mąż z żoną – tworzący tradycyjny związek, mogą współżyć ze sobą do pięciu minut. Zdawało się mi, że on lekko zazdrościł tym, co w erotyku, mo­gli „działać” do dwóch kwadransów. Uważał, że porno, to wymy­ślona per­wersja. Mając siedemnaście lat, nie wnikałem w szczegóły. Kiedy na­byłem odrobiny doświadczenia i poznałem trochę życia, to prze­konałem się, że nie miał racji.

Ludzie nie wymyślają, ale odtwarzają. Ukrywamy się, zakłada­jąc maski – dlatego nic nie wychodzi na wierzch.

Na koniec, ostatnia już historia. Mój znajomy, mieszkał na stancji, u obcej kobiety i jej męża. Mąż szedł do pracy, a on „nie ża­łował”. Nic w tym dziwnego, bo tak to dzieje się zwyczajowo – już Mo­lier w Świętoszku, ukazał, może nazbyt delikatnie, ale jednak, że nie wolno do domu wpuszczać obcych. Mądry człowiek, przeciwdziała zja­wisku „zrogowacenia”, naturalnie wypychając z zasięgu wzroku in­nych samców.

Wracając do tych dwojga kochanków, to opracowali oni świet­ną metodę współżycia, jak nawet w pobliżu kręcił się niechciany mąż. Kochanek aplikował lubej wibrator na pilota. Cie­kawe? Chodziła z tym ustrojstwem w majtkach, a on, w różnych sytuacjach, podkręcał ob­roty. Zastanawiam się, jak musiała wyglądać jej buzia, na której ry­so­wało się podniecenie (mąż-kapucyn nie pozna­wał podniety własnej żo­ny – Wstyd!). Widać, że byli sobą przeżarci.

Życie jest nazbyt malownicze. W polityce, jak w życiu – także wy­darzają się przeróżne sceny. Może nie do końca fantastyczne, ale na­sze – takie zwykłe, codzienne. Musimy zdać sobie sprawę, że czło­wiek poddany jest biologii. Jak nie wykorzystuje tego potencjału, to mar­nieje lub odbija mu szybko, rzucając się na „dekiel”. Nie mogę wska­zać, konkretnych starych panien i kawalerów, ale obecni na sce­nie politycznej, świadczą najdoskonalej o tym, czego dowodzę.

Udajemy dobrych i ogładzonych, ale wciąż jesteśmy niewolni­kami natury, a w ciszy i samotności… Mówią, że to grzech. Samo uży­cie tych powszechnych słów, oznacza zamach na moralność. W sumie racja, tylko, kto nie grzeszył, gdy onanizował się? Religia kato­licka, każe kłamać człowiekowi przed samym sobą, obciążać się winą, za dokonany czyn – a nade wszystko, wyspowiadać się – koniecz­nie, po „niecnym działaniu”. Jestem ciekaw, ile osób o tym mówi? A jeśli już mówią, to czy słuchający, jarają się tym? W końcu, oni też pełni „po­trzeby”, a dowodzą tego liczne wynaturzenia, zaistniałe w „ło­nie ko­ścioła” (pedofilia, seks pozamałżeński). Nic, co ludzkie… – myślmy po­zytywnie.

Wierzę w to, że istnieje zapotrzebowanie na książki, ale takie, które wywołują wstrząs, przeżycie lub uporządkują pewne sprawy, do­dając nam wiedzy o zakulisowym życiu elit. Czytanie dla czytania – jak dla mnie – nie ma sensu.

Oddaję w ręce Czytelnika rzecz odważną, a wręcz miejscami obrazoburczą. Znajdziecie tu opisy ostrego seksu, niekiedy strzelaniny czy też krwawego rytuału, w trakcie którego przywoływany jest de­mon. Politycy, aby wygrać wybory, odwołują się do nadnaturalnych zjawisk.  Życie, nie wyzwoliło się spod panowania magii i czarów. Do­wodzi tego, chociażby rosnąca popularność wróżbitów i wróżek. Sze­roko otwórz­my oczy: – Czy aż tak mylę się w tej ocenie? Satyra wszyst­ko przerysowuje – rzecz jasna – ale opiera się na życiowej osno­wie.

Bogaty świat Kaczkoduk przejmuje ster! ukazuje w krzywym zwierciadle, zabawy i życie elit. Polecam książkę, która jest satyrą poli­tyczną i erotyczną groteską, powieściopisarską składanką, dopra­wioną odrobiną pornografii. To novum, eksperyment i rzecz nieby­wała.

Kaczkoduk… krąży wokół przeżyć cielesnych, które pojawią się w różnych momentach akcji. Na tle całej książki, sprawią że przed oczyma Czytelnika, wyłoni się zupełnie nowy świat, bez tabu i tajem­nic, pełen rozkoszy i zmysłów. Świat współcześnie rządzących, global­nych elit – to chyba właściwie określone miejsce akcji. Globalizm to świetna sprawa, ale nie na obecnych zasadach.

Postarajmy się przekroczyć granicę, absorbując siebie, bez wy­ko­nywania gestu poddaństwa, wobec określonej ideologii. Tak tworzy się fa­bułę z erekcją.

Wolę pisać tego typu książki i przekraczać tabu, niż transmito­wać narodziny dziecka w mediach społecznościowych. Poza tym, wy­ja­śniam kilka spraw, związanych z techniką sterowania masami i „roz­gry­waniem”, tej tzw. „polityki” (albo „rozgrywaniem polityków”).

Seks to element życia, stary i sprawdzony sposób na stres, spo­iwo człowieka, łączące go z wiecznością. To nie jest akt tragiczny i za­ka­zany. Nie tylko elity mogą sobie pozwolić na lubieżne zbliżenia. Ich przedstawiciele odważyli się na to i osiągnęli sukces. Dlatego ko­chają się – z kim i jak chcą – bo mają za co (proste). Zwykły człowiek, ma nieco mniejsze pole do manewru, ale czy tak zgoła inne potrzeby?

Zawody, związane z polityką i biznesem, narażone są na nad­miar przeżyć. Stąd, w tych środowiskach, większe zapotrzebowa­nie na rozkurczenie i luz. Seks żyje tam samoistnie, stanowiąc ele­ment, two­rzący prawdziwy obraz polityki i biznesu. Sfery te, przenikają się i ist­nieją, jak jedna całość.

Jak działa ten cały system? Kto, z kim i dlaczego? Tego dowie­cie się z książki.

Co do seksu… Wiele współczesnych karier zbudowano na „du­pie”. Bolesny to fakt, że na tym, a nie kompetencjach, niektóre panny, prze­znaczone do wyższych celów, wślizgują się na wyżyny – po wiel­kich członkach tego świata. Moja książka, prezentuje kilka takich za­cnych obrazków. Ma ona bawić, szpecić i rozbudzać zmysły. Wyobraź­nia to klucz, ale nie konieczność.

Czytając książkę, macie też zastanowić się: czy nie urozmaicić życia płciowego? To ważne, by stać się spełnionym, jak Dubie­niecki czy Kopara. Nie polecam uczyć się z tego, co tu prezen­tuje, ale wycią­gnąć ważny wniosek – człowiek żyje raz, wobec czego zasługuje na pełnię przeżyć. Można zamieszkać samotnie, dzieląc domostwo z ko­tem albo wybierając staropanieństwo, doradzać innym stosowanie an­tykoncepcji. Dwulicowość to cecha, a nie domena wielu narodów.

Kolejny element tej powieści, stanowi wątek spirytualny, w któ­rym to elity polityczne ułożyły się z nieczystymi siłami, aby rządzić świa­tem. Wierzyć w to bądź nie? Z rytuałów korzystają bogaci, jak rów­nież z usług ekskluzywnej prostytucji oraz „gejowskich dziwek”.

Nam pozostają wróżbici na SMS[3] czy tarocistki, dostępne na super linii z 0 700… Nad wszystkim czuwa stara, masońska loża. Ład świata, tworzy nienaruszalny system, który w książce objawił swoje ob­licze. To, że iluminaci obecni są od tysiącleci, to fakt bezsporny. Za­po­znajcie się z metodami działania, tych „wybrańców” planety (po­srań­ców zabrzmia­łoby lepiej, lecz nie wypada, na łamach publicznej książ­ki).

Seks, występujący na kartach tej pozycji, nie zna tabu, nie ma też hamulców. Istnieje w sferze marzeń i czynów, jest codziennością, tak zwykłą jak oddychanie czy mycie zębów. Przekonajcie się o tym, po­znając salonowe zabawy, w brukselskim domu Dubienieckiego oraz w pałacach premier Kopary, hotelach i biurach czy rezydencjach rzą­dowych.

Seks perwersyjny, z głęboką penetracją i zaspokojeniem, na rozmaite sposoby, seks par homoseksualnych, solo i grupowy. Każdy moż­liwy seks, z połykiem włącznie. Może to i brutalne, wielu oburzy się, ale jakże prawdziwe, obecne i potrzebne we współczesnym świe­cie. Nie bądźmy obłudnikami, tacy jesteśmy, o tym marzymy. W tym kie­runku zmierzamy, nawet jak publicznie „picujemy się”, głosząc świę­toszkowate hasła (glansując na liberałów). Jesteśmy ludźmi i nic, co ludzkie, nie jest nam obce. „Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto” – cytuję w błędnej postaci, jedno zdanie wielkiego humanizmu, wyrażone przez Terencjusza, w komedii Sam siebie ka­rzący[4].

Większość polityków, gdyby poczuła, że z mówienia o warto­ściach religijnych i narodowych, nie ma już kasy – to uwierzcie, że uszedł­by z nich ten patriotyzm, tryskając – jak powietrze z balo­nika. „Ma­ło błyskotliwe” stwierdzenie, uzupełnia ważne dla mnie mot­to. Nie patrzę na polityków przez pryzmat wyznawanej ideologii czy kreowanej wiary. Na nich trzeba spoglądać, widząc ciągle potrzebę zdo­bywania zasobów, która towarzyszyła człowiekowi pierwotnemu.

Życiu moich bohaterów, towarzyszy intryga i żądza władzy, przepełniona codziennością, opływająca w drogiej whisky, a klimat prze­syca zapach kubańskiego cygaro. Dziurki na pokład; kto nie orze, ten nie może! Kto nie bzyka ten gej. Ale i gej potrzebuje czasem z fan­tazją!

Odważycie się na takie plugastwo? Ja dałem radę napisać, te­raz może, Wy przeczytacie, pamiętając o zacnej maksymie „nic, co ludz­kie…”. Szeroka sieć powiązań biznesowych, często przeplata się ze stosunkami cielesnymi. Drodzy Czytelnicy, czy miewacie stosunki? Na pewno nie jesteście w biznes-sieci (a chcielibyście). Dlatego wielu jest tak podłych, gdyż odczuwa potrzebę pieniądza. Dymając in­nych, moż­na stać się bogatym – inna droga nie istnieje.

Jeśli liczycie, że w książkach, takich jak moja, istnieją zwroty wulgarne, które obrażają estetykę – to jest mi cholernie przykro, gdyż w telewizji publicznej i gazetach, głośno było o zacnych tego świata eli­tach, które widziały: „chuja, dupę i kamieni kupę”. To w tej telewizji i tych gazetach, wyzywano ludzi od „komunistów i złodziei”. Wreszcie – tak na sam koniec, za pośrednictwem tych mediów, toczy się bez­sensowny spór, trawiący niejeden kraj, na którym zyskują nieliczni, a w młynku publicznych dotacji, mieli się plugawe słowa, które ranią, bolą i głuszą prawdziwego ducha „człowieków”.

Oby ten „świński róg obfitości”, zaprzestał wydawania chocho­lich jęków, a jeden kraj i naród, nigdy więcej nie zaznał słów „gorszy sort”. Oby żadna kanalia, nie poderwała się, aby gładzić in­nych.

Szanuję Państwa i staram się robić, co w mocy mego umysłu, aby docierały do Czytelnika treści wysokie, zdominowane jakością. Chciał­bym, aby Czytelnik nie doszukiwał się w potknięciach, idei do kry­tyki, a także rozumiał, iż wiele słów użyto celowo, a dialogi (nawet te nasze i codzienne), nie są tak błyskotliwe i idealne, a literatura po­win­na odzwierciedlać rzeczywistość, zamiast tuszować i kolorować fak­ty. Liczę na to, że książka zostanie przyjęta ciepło; ja mam w sobie ogrom­ny entuzjazm ku temu. Pamiętajmy, że fikcyjny świat bohate­rów ma służyć naszej rozrywce i przemyśleniom, a nie doszukiwaniu się jakichś analogii, które najzwyczajniej w świecie nie istnieją.

Zupełnie poważnie, na sam koniec, nie każde słowo uznane za błąd, będzie nim w tej pozycji literackiej. Wszelkie tekstowe wyczyny, zo­stały zamierzone i uczynione z pełną premedytacją, gdyż książka ta powstała, stworzona stylem „jebitnym” (nie mylić z „wybitnym”).


Przypisy do tekstu:

[1] Matrona – starsza kobieta, zachowująca się statecznie i dostojnie.

[2] Buhaj – samiec rozpłodowy bydła domowego.

[3] SMS – Short Message Service. Krótka wiadomość tekstowa wysyłana lub odbierana przez tele­fon komórkowy.

[4] Homo sum, humani nihil a me alienum puto – wers 77 komedii Terencjusza Sam siebie ka­rzący.

Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Wstęp do satyry „Kaczkoduk przejmuje ster!”, część pierwsza.

Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Wstęp do satyry „Kaczkoduk przejmuje ster!”, część druga.

Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Wstęp do satyry „Kaczkoduk przejmuje ster!”, część trzecia.


Polecam:

Satyra Kaczkoduk przejmuje ster!
Diabelne doświadczenia dziennikarza
First War in Heaven: Legacy – A Novel About Angels
Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo – książka o aniołach

Strona autorska 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Post